-Czyli wszystko ustalone, atak rozpocznie się o godzinie 1.00 w nocy. Teraz wybaczcie ale mam jeszcze coś do załatwienia. - Powiedziałem i odszedłem od stołu narad.
-Szeregowa Hope melduje się na rozkaz.
-Witam jestem Kacper zastępca dowódcy, przejdę od razu do rzeczy. Zadaniem twojego oddziału będzie usunięcie "specjalnych" zombi z drogi głównych grup atakujących, od was będzie zależeć czy akcja się uda zrozumiano?
-Tak jest. Obiecuje, że wybijemy każdego kto wejdzie wam w drogę.
-Dobrze a teraz odmaszeruj i wypocznij przed atakiem, zbiórka jest o 11.00 na placu treningowym. - odparłem i poszedłem w stronę swojego pokoju. "jak na najlepszą zabójczynie jest dość młoda, cóż sprawdzimy jak sobie poradzi w akcji" Powiedziałem sobie w myślach. Zacząłem sobie przygotowywać zapasową amunicję gdy przerwał mi mój brat.
-Kacper wiesz może gdzie dałem mój LPM?
-Patrzałeś w szafie?
-Tak.
-Nie zostawiłeś go może na placu treningowym.
-Nie, nie byłem tam dzisiaj.
-Hhhhh.... czekaj. - Powiedziałem i spojrzałem pod swoje łóżko. - Tu jest razem z zapasem amunicji na chyba miesiąc. Co on tu robi?
-Musiałem pewnie pomylić nasze pokoje i przez przypadek zostawić go tu.
-Bierz go i się szykuj za niedługo zaczynamy, liczę na ciebie, że będziesz gotowy.
-Tak jest. - Odpowiedział z uśmiechem i poszedł do siebie "Cała akcja zależy od małej dziewczynki i jej grupy jak to zrąbie to przynajmniej będę z rodziną. O czym ja myślę przecież wiadomo, że nam się uda. Po tej misi nareszcie będziemy mieli stały dopływ prądu. Tylko żeby naszym technikom udało się uruchomić tą elektrownie wiatrową. Za dużo o tym myślę trzeba się dokładnie przygotować i iść spotkać z innymi"
Hope?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz